niedziela, 24 października 2010

playlista 20.10.2010 (cykl ambientowy feat. Jacaszek)

Intro: Yo La Tengo - Green Arrow
Tło: Harold Budd/Brian Eno - First Light

selekcja utworów: Michał Jacaszek

1. Jacaszek: "martwa Cisza"
2. H. M. Gorecki "Symphony no 3, lento e largo"
3. Jacaszek "Rytm to niesmiertelnosc"
4. Colleen "Floating on the clearest night"
5. Jacaszek "Rytm to niesmiertelnosc II"
6. Arvo Part "Cantus in Memory of Benjamin Britten"
7. Jacaszek "IV"
8. Biosphere "Spindrift"
9. Biosphere "Path Leading to the High Grass"
10. Jacaszek " VIII"
11. J.S. Bach  "Organ sonata No 4 e-moll
12. Jacaszek "Podmuch"
13.György Ligeti "Lux aeterna"
14. Pawel Szymanski "Lux aeterna"
15. Jacaszek "V"
16. Thomas Tallis "Meserere Nostri"
17. Jacaszek "O ma zalosci!"
18. Murcof "Rostro"
19. Jacaszek "There is no others there is only us - movie
    soundtrack"
20. Karol Szymanowski "Stabat mater"
21. Kapela Brodow "Chodzony - polish trad. melody"
22. Jacaszek "Lament"

sobota, 23 października 2010

piątek, 15 października 2010

podcast #01 - Konrad Kucz (cykl ambientowy)

Kompilacja wypowiedzi Konrada Kucza z pierwszego odcinka cyklu ambientowego:

 

playlista 13.10.2010 (cykl ambientowy feat. Konrad Kucz)

Intro: Yo La Tengo - Green Arrow
Tło: Harold Budd/Brian Eno - First Light

selekcja utworów: Konrad Kucz

1. Cabaret Voltaire - Jazz the Glass
2. Tangerine Dream - Origin of Supernatural Probabilities
3. Cluster - Plas
4. Brian Eno - An Ending (Ascent)
5. Brian Eno - Discreet Music
6. Nemezis - Syreny
7. Arvo Part - Da Pacem Domine
8. Gavin Bryars - Jesus Blood Never Failed Me Yet
9. Throbbing Gristle - Convincing People

poniedziałek, 11 października 2010

cykl audycji ambientowych

W najbliższą środę o godzinie 18:00 "Dźwięki zagubione w snach" wznawiają swoją emisję na antenie Radia Bez Kitu cyklem audycji przygotowanym we współudziale z najciekawszymi polskimi artystami działającymi w kręgach około-ambientowych.

Zamysł był prosty - każda audycja to jeden artysta, specjalnie z tej okazji wyselekcjonowana przez niego playlista odzwierciedlająca jego ambientowe (ale i nie tylko) inspiracje oraz jego własne nagrania, a wszystko uzupełnione wypowiedziami danego artysty na temat tych inspiracji i utworów wchodzących w skład jego playlisty.

W ciągu 7 odcinków na przestrzeni najbliższych 2 miesięcy wystąpią Konrad Kucz, Jacaszek, Bionulor, Krzysztof Orluk, Klimt, label FQP i Szymon Kaliski prezentując swoje ulubione, nierzadko mało znane nagrania, które w jakiś sposób wpłynęły na to czym się obecnie zajmują.

Pierwszy odcinek cyklu z udziałem Konrada Kucza już w najbliższą środę, 13 października o godzinie 18:00 na www.bezkitu.com . Zapraszam!

czwartek, 16 września 2010

wywiad z Szymonem Kaliskim

Szymon Kaliski to kolejny obok Krzysztofa Orluka i Tomasza Bednarczyka przedstawiciel młodych polskich "ambientowców", którym udało się zaistnieć za granicą wydając tam swoją płytę. "Out of Forgetting", bo tak zatytułowany jest debiutancki album Szymona, ukazał się w lipcu nakładem brytyjskiego wydawnictwa Audiomoves, gdzie opisywany jest jako " Beautifully destroyed particles of ambient noise and the memory of a melody" co bardzo dobrze odzwierciedla jego zawartość. Twórczości Kaliskiego oraz jego muzycznym inspiracjom przyjrzymy się bliżej podczas jednej z audycji z cyklu "ambient oczami twórców", w czasie której będzie możliwość posłuchania specjalnie przez niego przygotowanej playlisty, a tymczasem już teraz do poczytania wywiad jaki udało mi się z nim przeprowadzić - o pracy nad płytą, jej kontekście emocjonalnym, poszukiwaniach wydawcy, festiwalu Unsound i kilku innych kwestiach. Zapraszam.



Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z tworzeniem muzyki i jak te początki wyglądały?

Same początki z tworzeniem sięgają gdzieś pewnie okolic gimnazjum, gdy próbowałem grać na gitarze, kilka lat później usłyszałem pierwsze utwory elektroniczne i chyba z pierwszym koncertem tego typu muzyki na jakim byłem, przyszła mi chęć na spróbowanie czegoś w tej materii, co około trzech lat temu zmieniło się z chęci w aktualne pierwsze podejścia. Początki na pewno wyglądały kulawo, nigdy nie miałem ochoty czytać instrukcji do czegokolwiek, a tym bardziej nie wiedziałem jak osiągnąć to co chciałem usłyszeć, większość czasu to była zabawa i kręcenie niezrozumiałymi wirtualnymi gałkami, właściwie było więcej słuchania niż grania, chyba po części do teraz tak zostało.

W lipcu ukazał się Twój debiutancki album zatytułowany Out of Forgetting na którym w intrygujący sposób zniekształcone plamy dźwięków łączą się z akustycznymi brzmieniami pianina czy przetworzonymi gitarami. Opowiedz nam o całym procesie tworzenia - źródłach z jakich te dźwięki zostały wygenerowane oraz oprogramowaniu jakiego używałeś w czasie pracy.

Płyta w całości bazuje na akustycznych dźwiękach, w większości pianina i gitary, jak również nagrań terenowych; nie gram dobrze na żadnym z powyższych instrumentów, ale te kilka akordów które znam pozwoliło mi na nagranie kilkunastu sampli, z których później powstało "Out Of Forgetting".
Co do samego procesu, to w dużej mierze każdy kawałek zaczynał się od improwizowania pojedynczym samplem w Abletonie. Przy nagrywaniu albumu utylizowałem w dużej mierze max4live - dodatek do Abletona który pozwala na tworzenie własnych efektów i instrumentów działających wewnątrz Live używając języka max/msp. Starałem się jak najwięcej korzystać z ręcznie zrobionych wtyczek, nie dlatego, że brak ich odpowiedników wbudowanych w Ableton, właściwie w dużej mierze były i to znacznie lepsze niż te które sam potrafiłem zrobić. Głównym powodem było właśnie dodanie większej swobody i szerszego pola do manewru w którym mogłem robić błędy, koniec końców część tego co słychać na debiucie powstało właśnie z błędów w obróbce sampli lub efektów które nie działały do końca tak jak chciałem.

Jak długo trwała praca nad tą płytą?

Trudno mi tu udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony niektóre sample, szczególnie te gitarowe, jak i część nagrań terenowych, miały ponad rok gdy zaczynałem nagrywać pierwsze szkice związane z "Out Of Forgetting", z drugiej strony czas od tych właśnie pierwszych szkiców, do ostatnich mixów to około pięciu-sześciu miesięcy.

Słuchając Twojej twórczości nasuwa się kilka skojarzeń: z jednej strony ciepłe drone'y podbite pulsującym trzaskiem winyla ala Loscil, z drugiej lekko przybrudzone acz statyczne tekstury w stylu Alva Noto, we fragmentach z fortepianem przypominające kolaborację tegoż z Ryuichi Sakamoto, tudzież Sakamoto z Fenneszem. Jakbyś nakreślił swoje główne inspiracje?

Bardzo mi miło, że moje skromne dźwięki nasuwają takie skojarzenia.
Myślę, że rozmowa o inspiracjach nie jest łatwa, starałem się jak najmniej kierować tym jak inni grają, a skupiać na tym, co sam mam do powiedzenia, co właściwie wystawało poza dźwięki.
Główną inspiracją pod którą powstał ten album były niedoskonałe wspomnienia, w dużej mierze te sytuacje w których miesiące potrafiły zbić się w jeden migoczący obraz, a niektóre sekundy powracają wbrew wszelkim chęciom by o nich zapomnieć. Kolejne utwory to próby przypomnienia sobie niektórych sytuacji, często tego pojedynczego obrazu i właśnie w tych niedoskonałościach i nieudanych próbach słychać trzaski i pęknięcia.

Intrygująco brzmią tytuły Twoich utworów. Mam wrażenie, że tworzą one jakiś szyfr, ale nie mogę dojść do rozwiązania... Czy rzeczywiście mają one jakieś znaczenie?

Tytuły mają duży związek właśnie z powyższymi inspiracjami. Zwykle nasuwało mi się kilka słów odnośnie tego o czym próbowałem grać, choć były też nieudolne, zniszczone. To z tych fragmentów układałem potem nazwę.
Właściwie chyba jedyny tytuł który dla słuchacza może mieć konkretniejsze znaczenie to "In Twelve Scenes" zaczerpnięty z filmu "Vivre Sa Vie", z którego też pochodzą okruchy słyszalnej w nim rozmowy.

Twoja debiutancka płyta została wydana pod szyldem wytwórni Audiomoves Davida Newmana. Jak przebiegał cały ten proces poszukiwania wydawcy i z iloma labelami próbowałeś się kontaktować w tej sprawie zanim udało Ci się ostatecznie dogadać z Davidem?

Liczba labeli z którymi się kontaktowałem była bardzo niewielka, w dużej mierze wynikało to z faktu, że dość szybko dostałem odpowiedź od Under The Spire, gdzie początkowo miał być wydany ten album.
Niestety nawał pracy i powiększenie rodziny u wydawcy zmniejszyło mu czas, który mógł poświęcić na pracę w wydawnictwie i data wydania przesunęłaby się o co najmniej rok, więc stwierdziliśmy wspólnie, że lepiej jeśli spróbuję gdzieś indziej. Wtedy właśnie napisałem do Audiomoves, do którego trafiłem poprzez bardzo dobry album Pascala Savego - "The Silent Watcher" - wydany w tej wytwórni. Praca z Davidem Newmanem prowadzącym to wydawnictwo była bardzo przyjemna, do teraz jestem zaskoczony, jak szybko udało się wszystko uzgodnić i jak bezboleśnie ten proces wyglądał.

Out of Forgetting jest do nabycia wyłącznie w formie wirtualnej. Jak po dwóch miesiącach sprzedaży postrzegasz taką formę dystrybucji? Czy poszukując wydawcy dopuszczałeś też możliwość wydania tego na zasadach creative commons?

Wyników sprzedaży jeszcze nie mam, ale myślę, że to w dużej mierze bez znaczenia; muzyka tego typu raczej nigdy nie będzie się sprzedawać w takiej ilości egzemplarzy, by móc porównywać które kanały dystrybucji są lepsze. Myślę, że wielu jest fanatyków dobrego opakowania i srebrnego krążka, trochę też mi tego brakuje, ale z drugiej strony wszystkie płyty które posiadam kurzą się na półce, bo o wiele łatwiej każdy utwór mieć pod ręką w laptopie. Myślę, że jako debiut, nie był to zły pomysł, ale prawdopodobnie jeśli coś jeszcze uda mi się nagrać, to będę stawiać na fizyczne kopie.
Co do creative commons, to nie myślałem wtedy o tego typu wydawnictwie; wszystko wskazuje na to, że za pewien czas pojawi się jakieś krótkie demo w labelu Few Quiet People, który działa w oparciu o taką licencję.

Czy są jakieś pierwsze plany odnośnie występów live?

Plany są, jak najbardziej, choć obecnie to tylko plany. Zachęcam niekiedy odwiedzić mój myspace, na pewno pojawią się informacje o koncertach jak już wszystko się wyklaruje.

Jakiś czas temu pojawiła się informacja o twojej współpracy z Krzysztofem Orlukiem. Możesz nam zdradzić coś więcej na temat tego projektu oraz tego w jaki sposób doszło do tej kolaboracji?

Twórczość Krzysztofa znałem od pewnego czasu, odezwałem się do niego, jeszcze zanim ukazał się mój debiut i propozycja współpracy jakoś naturalnie wypłynęła, o ile mnie pamięć nie myli to Krzysztof pierwszy rzucił ten pomysł. Jak na razie różne wydarzenia goniły mnie i Krzysztofa, więc nie było czasu nic konkretnego złożyć, dlatego trudno mi mówić o tym kiedy i jakie efekty naszej wspólnej pracy będą dostępne, ale myślę że mogę tu mówić za nas obu - będą, obiecujemy.

Zbliża się tegoroczna edycja festiwalu Unsound, czyli imprezy szczególnie bliskiej brzmieniom około-ambientowym. Masz jakieś swoje typy w związku z tym festiwalem?

Unsound z roku na rok przebija poprzedni (co z roku na rok wydaje się nie do zrobienia), bardzo dobrze wspominam zeszłoroczne Whale Watching Tour i czekam z niecierpliwością na występ Bena Frosta, poza tym nigdy nie słyszałem jak gra na żywo Tim Hecker, co też mnie bardzo intryguje, szczególnie biorąc pod uwagę motyw przewodni tegorocznego festiwalu - "horror". Ponadto Emeralds, Black To Comm i Lustmord. Na pewno będzie co wspominać.

sobota, 10 lipca 2010

wywiad z Tobiaszem Bilińskim (Kyst)

Zgodnie z obietnicą "pewnej niespodzianki" zamieszczam wywiad, którego nie udało mi się zaprezentować na antenie przed przerwą wakacyjną. Czekanie z jego "publikacją" w eterze aż do jesieni nie miałoby sensu, stąd pomysł żeby podzielić się wersją tekstową w tym właśnie miejscu.

Kilka słów o samym zespole. Kyst to jedni z najciekawszych tegorocznych debiutantów na "poza-główno-nurtowej" scenie muzycznej w naszym kraju, chociaż określenie debiutanci jak również powiązanie ich stricte z Polską może budzić pewne wątpliwości. Jednak to co zwróciło w ich przypadku moją szczególną uwagę to znakomity sposób zorganizowania działalności wydawniczo-koncertowej, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę ich młody wiek. Kwestia ta jest o tyle ważna i interesująca, bo pokazuje, że jeśli tylko ma się odpowiednio dużo determinacji, odwagi i nieco szczęścia już na samym początku kariery można wystartować w imponującym stylu. Niech więc przykład Kyst będzie takim swoistym "motywatorem" dla wszystkich młodych zespołów, którym jedyne czego brakuje to wiara we własne możliwości. Więcej na ten jak również kilka innych tematów w poniższej lekturze.
Ze względu na to, że od rozmowy upłynęło już trochę czasu kwestie związane z OFF Festivalem (na którym zespół ostatecznie już na pewno wystąpi), jak również festiwalem Gingerbread (który już miał miejsce) nieco się "przeterminowały". Reszta pozostaje nadal aktualna.

Zaczniemy od pytania, które z pewnością wielokrotnie było Wam zadawane, a mianowicie o pochodzenie Waszego zespołu. Mówiło się o Norwegii, a następnie przenosinach do Polski. Jak to wyglądało i w jaki sposób się poznaliście i zaczęliście wspólne granie?

Faktycznie, każdy zadaje nam to pytanie. Powstało już wiele plotek na ten temat, na przykład że zespół został założony przez 4 Polaków na emigracji w Norwegii - wszystko to jest oczywiście bzdurą. Wyprowadziłem się z rodzicami do małego miasteczka Halden w 2008 roku, gdzie chodziłem do liceum i mieszkałem zaledwie 8 miesięcy - tam też sformowałem pierwszy skład i nagrałem EP-kę "Tar". Później plany się zmieniły i wróciłem do Sopotu, gdzie razem z przyjaciółmi - Adamem Byczkowskim, Marcinem Turzyńskim i później Jackiem Reznerem zespół powstał na nowo. Na początku w ramach ćwiczeń graliśmy utwory z EPki, później zaczęliśmy już komponować zupełnie nowe rzeczy. Można w zasadzie mówić o "Kyst norweskim" i "Kyst polskim".

Jeśli dobrze wyszukałem "Kyst" to po norwesku wybrzeże. Skad się wziął pomysł na taką nazwę dla zespołu?

Znaczenie jest bardzo dosłowne - urodziłem się w Norwegii i mieszkałem nad fiordem, następnie mieszkałem w Sopocie nad Morzem Bałtyckim, tak jak moi koledzy z zespołu. Wybrzeże przez całe życie.

Album "Cotton Touch" brzmi dość unikalnie i świeżo "jak na nasze warunki". Słychać u Was sporo odniesień do dokonań Phila Elveruma, z drugiej strony określacie się jako freak folk, a więc od razu nasuwają się skojarzenia z takim bardziej okiełznanym Animal Collective, ja dodałbym jeszcze Eliotta Smitha czy obdartego z bogatszych aranżacji Sufjana Stevensa. Co Was w największym stopniu inspiruje?

No tak, do Phila Elveruma jesteśmy porównywani na każdym kroku, zwykle w sposób dość negatywny. Ja tam nie pamiętam żebym określał naszą muzykę mianem freak folku, ale słynę z kiepskiej pamięci. W ogóle nie lubię wszelkiego rodzaju "tagów", mogę najwyżej właśnie powiedzieć co nas najbardziej inspiruje: przede wszystkim chicagowska scena lat 90. (Tortoise, Sam Prekop), niezależny tzw. folk amerykański (Mount Eerie, Bon Iver) oraz w największym chyba stopniu muzyka improwizowana (Storm and Stress, Chicago Underground Trio, Ken Vandermark). Ja należę też do fanów wymienionych panów Elliota Smitha i Sufjana Stevensa!

Wspomniałem w poprzednim pytaniu o Philu Elverumie. Byliście w Krakowie na ostatnim koncercie Mount Eerie?

Niestety nie byliśmy, następnego dnia graliśmy koncert w Berlinie, a jako że jesteśmy ludźmi biednymi, nie było nas stać na takie nadłożenie drogi. A szkoda, bo bilet miałem i do tej pory gdzieś się wala.

Mimo, ze jestescie bardzo mlodymi ludzmi, to juz w tej chwili mozecie uchodzic za wzorzec jesli chodzi o umiejetnosc samodzielnego zorganizowania sobie całej przestrzenii logistycznej wokół Waszego zespołu. Zlozylo sie na to kilka czynników, miedzy innymi wlasny label. Czy inicjatywa zalozenia wlasnej wytwornii była efektem nieudanych prob dotarcia do innych labeli czy moze od razu zdecydowaliscie sie, ze ten krazek ukaze sie w taki sposob?

Pomysł założenia Gingerbread Records pojawił się jeszcze w czasach mojej bytności w Norwegii. Powodem na pewno nie był brak zainteresowania ze strony innych wytwórni, dostaliśmy m. in. propozycję współpracy z chicagowskim labelem Locust Music i naszą muzyką zainteresował się Michael Gira z zespołów Swans czy Angels of Light. Chcieliśmy po prostu mieć pełną kontrolę nad tym, co wydajemy i nie mieć nad głową "szefów", którzy by nas w jakikolwiek sposób ograniczali czy poganiali.

Czy ktoś pomógł Wam w zorganizowaniu wszystkich formalności związanych z zapoczątkowaniem działalności jako gingerbread czy to wyłącznie Wasza zasługa?

Nikt nam nie pomógł, bo żadnych formalności nie było. Gingerbread oficjalnie nie istnieje, bo jestem za leniwy żeby pójść i to załatwić :)

Jak z perspektywy czasu oceniacie działalność Gingerbread Records? Macie pod swymi skrzydłami jakichś artystów z których szczególnie jesteście zadowoleni?

Jesteśmy bardzo zadowoleni z funkcjonowania labelu, naszą "perełką w katalogu" jest Touchy Mob - świetny berliński muzyk. Wydaliśmy jego debiutancki album "Pets of Plenty" i rozpromowaliśmy go (całkiem chyba nieźle) w Polsce. W tym roku planujemy wydać jego drugą płytę, której część już została wstępnie nagrana. Występuje on też często jako trzeci członek Kyst.
Kolejnymi świetnymi artystami są How How i Adam Repucha, których płyty prawdopodobnie też wydane zostaną w tym roku. Nakładem Gingerbread ukazała się też debiutancka płyta Tin Pan Alley - "Palm Waves".

Słyszałem, że w ramach tej działalności planujecie w lecie festiwal promujący Waszych artystów?

Tak jest, w dniach 17-19 czerwca w sopockim klubie PapryKA odbędzie się pierwsza edycja Gingerbread Festival, na której wystąpią: Sandy Bird, Kitty Solaris, Sascha Steinfurth, Coldair, Magic Step, Kyst, Tin Pan Alley, Ed Wood, Kristen, Indigo Tree, Adam Repucha, How How, Touchy Mob, Helen Fry i Wooden Peak.

Wracając do spraw związanych z Kyst - na Waszym debiutanckim krążku pojawiło się wielu gości specjalnych m.in. Maciek Cieślak, który również odpowiedzialny był za jej produkcję. Jak udało Wam się nawiązać współpracę z tak wieloma dość znaczącymi osobami? Z perspektywy początkującego zespołu nie mającego za sobą większej wytwórni nie jest to zbyt łatwe zadanie...

Mieliśmy po prostu szczeście, Michał Biela ze Ścianki był przez pewien czas sąsiadem Adama i kiedyś tam się poznali. Okazało się że mają bardzo podobny gust muzyczny i nabrali ochoty na pogranie czegoś razem. Adam polecił mnie jako perkusistę i tak powstał zespół Small Things. Potem Maciek Cieślak usłyszał od Michała o tym, że gramy też w zespole Kyst, przyszedł na koncert i - jak to powiedział - zachwycił się naszą muzyką. Zaoferował nam nagranie i wyprodukowanie debiutanckiej płyty i wydanie jej jako współpraca Gingerbread i My Shit In Your Coffee.

Kolejna bezprecedensowa sprawa na naszym muzycznym podwórku w przypadku debiutantów - europejska trasa koncertowa, do tego supportowanie m.in. Mono na polskiej odsłonie ich trasy. W jaki sposób do tego doszło, czy to również efekt Waszej własnej inicjatywy?

Europejską trasę zorganizowałem sam, co zajęło mi jakieś pół roku i dużo nerwów, ale na pewno się opłaciło. Zagraliśmy sporo koncertów za granicą i spotkaliśmy się z bardzo dobrym przyjęciem i wieloma ciekawymi propozycjami (jak np. występ na Fusion Festivalu, na który do tej pory sprzedały się 53 000 biletów). Jeśli chodzi o Mono, to dostaliśmy propozycję od ProMusic Agency.

Większość Waszych występów odbywa się w duecie. Z czym związane jest takie ograniczenie składu? Preferujecie taką formę koncertowania czy może jest to wymuszone trudnościami ze skompletowaniem pełnego zespołu na potrzeby występów?

Obecnie najczęściej występujemy w trio (ze wspomnianym Touchy Mobem), w zespole nie udzielają się już Marcin Turzyński i Jacek Rezner. Chodzi tu chyba o pewną formę muzycznej telepatii, która występuje między mną i Adamem (gramy razem już 7 lat). Okazało się, że z Ludwigiem rozumiemy się na tej płaszczyźnie równie dobrze i tak jakoś gra nam się najlepiej. Poza tym, w takim składzie gramy głównie nowe utwory, które stawiają raczej na minimalizm, a nie rozbudowane aranżacje, więc chwilowo granie z orkiestrą nam nie grozi.

Jak wyglądają Wasze najbliższe plany koncertowe? czy już można pół-oficjalnie powiedzieć, że widzimy się na OFFie?

Jeśli chodzi o OFFa, to mogę jedynie zaproponować obserwowanie ogłoszeń oficjalnych, bo ja nic rzec nie mogę. Prawdopodobnie zagramy też na wspomnianym Fusion Festivalu, a we wrześniu wyruszamy podbijać wschód (Litwa, Łotwa, Estonia, Rosja).

Na koncertach grywacie juz sporo nowego materialu... Jak przebiegają prace nad nim i jak wyglądają plany dotyczace jego wydania? Znowu gingerbread czy moze tym razem sprobujecie zainteresowac jakis inny label?

Na koncertach gramy w zasadzie sam nowy materiał! Większość kawałków na nową płytę jest już skończona i w lipcu wchodzimy do studia. Album powinien ukazać się tuż przed wschodnią trasą koncertową, czyli na początku września, pod szyldem Gingerbread Records. Zostanie też prawdopodobnie wydany w Niemczech w labelu Solaris Empire i może jeszcze gdzieś...

No właśnie, apropo zaistnienia za granicą....Przy okazji jednego z wywiadów mówiliście, że chcielibyście zainteresować Waszą muzyką również zagraniczne media. I jak? Poczyniliscie jakies kroki w tym kierunku?

Rozesłaliśmy płyty do różnych mediów, jednak do tych największych (Pitchfork, The Wire) bardzo trudno dotrzeć. Po lutowej trasie koncertowej pojawiło się pewne zainteresowanie w mediach niemieckich, belgijskich, czeskich czy holenderskich, jednak głównie w sferze internetowej.

Z tego co wiem, Kyst nie jest jedynym Waszym projektem muzycznym. Słyszałem o "Small Things". Możesz powiedzieć parę słów o tym zespole oraz innych w jakich się udzielacie?

Tak, razem z Michałem Bielą tworzymy zespół Small Things, który obecnie zawiesił działalność. Nagraliśmy nawet płytę, jednak nie byliśmy zadowoleni i nie będzie ona wydana. Możliwe, że kiedyś podejdziemy do tego jeszcze raz.
Tak poza tym, Adam niedawno rozpoczął solowy projekt Magic Step, a ja występuję pod nazwą Coldair. Nie wiem, jakie plany wydawnicze ma Adam, ja wydaję debiutancką płytę we wrześniu, oczywiście w Gingerbread.

Na koniec trochę nietypowe pytanie. Lubicie obserwować odbiór Waszej muzyki w mediach i internecie? Śledzicie portale muzyczne, fora internetowe aby poczytać opinie na Wasz temat czy raczej staracie się od tego odcinać? Mam wrażenie, że jesteście tym zainteresowani.

W początkowej fazie działalności strasznie się tym przejmowaliśmy i każda recenzja czy wzmianka bardzo nas ekscytowała. Teraz już trochę się przyzwyczailiśmy i podchodzimy do tego z większym dystansem. Tak trzeba, zwłaszcza że im więcej ludzie piszą, tym więcej pojawia się różnych złośliwych i negatywnych komentarzy, a nie ma co sobie psuć humoru czytając takie rzeczy :)